nowaSroda

Środa Wlkp. Powiatowy Portal Internetowy

Reklama

Start Artykuły Wywiady NEONÓWKA - KABARET JEST DLA NAS ŚWIETNĄ ZABAWĄ!
NEONÓWKA - KABARET JEST DLA NAS ŚWIETNĄ ZABAWĄ! Drukuj Email
Wpisany przez Małgorzata Frąckowiak   
poniedziałek, 10 grudnia 2012 14:50

Po raz trzeci średzian rozśmieszał kabaret Neo-Nówka. O tym, czy artyści nadal miewają tremę, co sądzą o humorze Polaków i jak im się podoba nasze miasto, z komikami rozmawiała ama.

Jak doszło do założenia grupy kabaretowej i skąd ten pomysł? 

Nie chce pani zadać innych pytań? Skąd nazwa i jak doszło do powstania, szczerze mówiąc nie pamiętam. (śmiech)

W takim razie skąd pomysł, żeby zrezygnować z pracy w szkole?

No widzi pani, to już pamiętam. Więc właściwie pomysł? Żaden pomysł, rzeczywistość zweryfikowała to wszystko. Pamiętam, że jeszcze zdążyłem zmienić szkołę, bo we wrześniu zacząłem uczyć w nowej placówce, a już w październiku zrezygnowałem z tej pracy. Po prostu, nagle było tyle występów, że wychodziło na to, iż we czwartek i piątek za każdym razem musiałbym prosić o zwolnienie. To nie byłoby w porządku względem tej szkoły, w której uczyłem i przygotowywałem do egzaminów. Nie można tak było robić. To była męska decyzja, i to właśnie z Romkiem Żurkiem podjęliśmy ją, nawet wcześniej nie uzgadniając tego ze sobą. Po prostu jednego czwartku przyszliśmy i podziękowaliśmy.

Tutaj też mam pytanie, skąd się wzięła nazwa Neo-Nówka?

Tego też nie wiem. Nie wiem takich rzeczy.

Bo pierwsza nazwa to było To-Niemy, tak?

Tak, tak, ale ponieważ był kabaret To-Niemy, był zespół To-Niemy, więc nie chcieliśmy dublować. Skąd ta nazwa Neo-Nówka? W sensie, że nowe, nowsze – sam nie wiem. (śmiech)

Czy lubią Panowie rozśmieszać ludzi?

Pewnie tak. Gdybyśmy tego nie lubili, to byśmy tego nie robili, ale na co dzień jesteśmy raczej poważnymi ludźmi. To wynika z tego, że pracujemy w takim biznesie, że nie można być cały czas w pracy, gdzieś trzeba odpoczywać. Na pewno nie jesteśmy duszami towarzystwa i tak dalej.

I wyprzedza mnie Pan, bo tu też było takie pytanie, czy w życiu prywatnym też mają Panowie tyle poczucia humoru?

Nie. (śmiech)

Często zdarza się Panom improwizować na scenie? Jak wydostać się z takiej sytuacji, żeby nie spalić żartu? Czy to się zapala jakaś lampka w głowie, że Pan Romek wie na przykład, że Pan nie powiedział tego, co akurat było w scenariuszu, zapomniał kwestii?

To wynika właściwie z potrzeby. Program gra się rok, półtora roku, niektóre skecze nawet dłużej. Na przykład cały czas musimy grać „Niebo”, więc, żeby się nie nudziło na scenie, żeby tych skeczy nie zabiła rutyna, to trzeba je ożywiać. Ożywianie to często właśnie improwizacja. Część skeczy zostaje, a część jest tylko tu i teraz, i wiemy, że już w innym miejscu tego nie da się powtórzyć. Improwizacja jest na pewno takim oddechem, kroplówką na rutynę.

Miewają Panowie jeszcze czasami tremę?

Tak, właściwie to dosyć często mamy tremę. Zwłaszcza, gdy jest nowy program albo, gdy nie wiem...gramy dla dużej publiczności, albo gramy w telewizji i trzeba coś tam wymyślać, zaimprowizować itp. Wtedy na pewno pojawia się trema.

Czy wolą Panowie taką dużą publiczność jak Koszalin, Opole czy raczej taką mniejszą, jak nasza średzka?

To zależy tylko i wyłącznie od kontaktu z publicznością. Jeżeli jesteśmy w miarę blisko publiczności i czujemy się nawzajem, jest ta chemia między sceną a publicznością, to wtedy nie ma to większego znaczenia. Zabawa i tam, i tu, jest taka sama, wszystko jedno czy jest to 10 tysięcy czy 100 osób, czy 50. Jedynie czasami, gdy sobie uświadomimy, że gramy dla 3 tysięcy, dla 5 tysięcy ludzi, to w pewnym momencie człowiek zaczyna się zastanawiać i właśnie pojawia się ta trema. Ale gdy tego się nie łączy, nie ma to żadnego znaczenia.

Jak Panom się podoba w Środzie Wielkopolskiej, bo wiem, że jest to już trzeci występ.

Dzisiaj sobie trochę pozwiedzaliśmy, na przykład byliśmy na rynku. Na pewno Środa jest malownicza. Choinkę widzieliśmy, piękna. Jak już wjeżdżamy, to zawsze naszą uwagę zwraca to, że jest tu niska zabudowa, ale taka bardzo malownicza. Nie wiem, kiedy powstała, ale podoba nam się to miasteczko.

To bardzo nam miło. A jak się u nas występuje? Jak oceniacie Panowie średzką publiczność, nie tylko tę dzisiejszą, ale także tą z tych wcześniejszych występów również?

To już pytanie do publiczności. My nie oceniamy publiczności. Jeżeli nawet coś nie idzie, to się raczej zastanawiamy, co jest w nas nie tak, jaki błąd my popełniliśmy, że publiczności nie udało się przekazać to, co chcieliśmy przekazać. Gdzieś się najwidoczniej rozminęliśmy, nie ma tej chemii, o której wcześniej mówiłem. Ale nie ma dla nas większego znaczenia czy jest to Środa Wielkopolska, czy Środa Śląska, czy to gramy gdzieś na Suwałkach, czy na Podkarpaciu. Polacy chcą się śmiać, lubią się śmiać i to jest najważniejsze.

No właśnie, bo tu mam też takie pytanie, czy Polacy według Panów mają poczucie humoru?

Mają, chociaż jest ono dosyć specyficzne. Lubimy narzekać i tak dalej, ale nikt nie może nam odebrać też tego, że lubimy się śmiać.

A jaki jest przepis tworzenia takiego dobrego kabaretu, takich imponujących skeczy?

Nie wiem.

Bo wiem, że tutaj głównym guru w tej kwestii jest pan Roman.

Ale on też nie wie. (śmiech)

Tak po prostu?

Tak po prostu. Gdzieś pewnie z obserwacji. My się tym zwyczajnie bawimy. Dla nas nasza praca jest świetną zabawą i to nie chodzi tylko o to, że my rozśmieszamy ludzi. Życzymy każdemu, żeby jego praca go bawiła, bo wtedy jest to twórcze, wtedy chce się to robić.

A Panowie rozumiem znali się wcześniej?

Nie. Połączył nas kabaret. Nie jest też prawdą, że byliśmy kabaretem studenckim, bo Romek, jak zakładał kabaret, to już był po studiach, a właściwie we wojsku siedział, a zlepił ten kabaret z ludzi, których kompletnie nie znał.

A Panowie działają od początku razem?

Nie. Była bardzo duża roszada w Neo-Nówce. Tak naprawdę od początku jest tylko Romek, ja przyszedłem pół roku później, gdy już jedna osoba się wykruszyła, znajomy Romka. Na początku to była tylko zabawa. Nie myśleliśmy, że stanie się to dla nas pasją, pracą i tak dalej. Ale rzeczywiście roszada wśród nas była duża, co dwa lata ktoś tam rezygnował i ktoś nowy przychodził w to miejsce.

Czego zatem mogę Panom życzyć? Nie wiem, jakiegoś nowego złotego Ryjka?

Nie. (śmiech) Tak naprawdę nam nie zależy na nagrodach. Neo-Nówka nie jest też kabaretem, który zdobył wszystkie medale na olimpiadach. Przede wszystkim proszę nam życzyć, żeby ludzie chcieli przychodzić nas oglądać i żeby się śmiali.

Bardzo dziękuję, że zechcieli się Panowie ze mną spotkać.

A nie ma za co, to czysta przyjemność.