nowaSroda

Środa Wlkp. Powiatowy Portal Internetowy

Reklama

Start Artykuły Wywiady BARDZIEJ WIERZYŁ, ŻE BĘDZIE MALARZEM NIŻ GWIAZDĄ ROCKA
BARDZIEJ WIERZYŁ, ŻE BĘDZIE MALARZEM NIŻ GWIAZDĄ ROCKA Drukuj Email
Wpisany przez Małgorzata Frąckowiak   
czwartek, 14 marca 2013 18:02

W otoczeniu koszuckiego dworku z Tomaszem Budzyńskim, malarzem, poetą, reżyserem oraz ikoną polskiego punk rocka, o tym, , pomimo wielkiej kariery muzycznej ,artysta uważa się przede wszystkim za malarza, rozmawiał Szymon Hamela.

- Tomasz Budzyński, a właściwie człowiek-orkiestra. Spoglądając na pańską biografię wychodzi na to, że jedyne czego się Pan dotąd nie podjął, to polityka.

- Na pewno nie zamierzam zajmować się polityką, są ciekawsze rzeczy.

- Więc nie wyobraża Pan sobie tego?

- Nie. Interesuję się polityką na tyle, ile powinien każdy obywatel, natomiast na wybory nie chodzę. Uważam politykę za zło, z którym nie chcę mieć nic wspólnego. Ci, którzy rządzą nie reprezentują mnie zupełnie. Politykiem na pewno nie zostanę.

- A gdyby w 1984 roku w Jarocinie, Tomaszowi Budzyńskiemu, wówczas liderowi obrazoburczej grupy Siekiera z irokezem na głowie, ktoś powiedział, że trzydzieści lat później będzie wystawiał wernisaże w XVIII-wiecznych dworkach szlacheckich, uwierzyłby w to?

- Oczywiście! Ja o wiele bardziej wyobrażałem sobie, że będę wystawiał obrazy niż to, że będę gwiazdą rocka. To, że moje życie potoczyło się tak, że jestem muzykiem i gram w zespołach, to jest pewne zaskoczenie, jeśli mam być szczery. Natomiast to, że maluję jest dla mnie czymś oczywistym. Już jako dziecko wyobrażałem sobie, że będę malarzem.

- Ówczesny wizerunek popularnego „Budzego” mocno kontrastuje z tym dzisiejszym. Odcina się Pan od tamtych czasów czy może wspomina je z lekkim przymrużeniem oka?

- Zupełnie się nie odcinam, przecież to byłem ja! Byłem wtedy młody, ubierałem się jak punkowiec, słuchałem takiej muzyki, więc to było dla mnie czymś naturalnym. Lubiłem tę muzykę, którą graliśmy z Siekierą, słuchałem wtedy dużo takich ostrych czadów. Dziś już nie słucham takiej muzyki i bardziej wspominam to, właśnie z przymrużeniem oka, ale i z sympatią.

- Który środek wyrazu dla Pana jako artysty jest najcenniejszy?

- Malarstwo. Ja uważam się przede wszystkim za malarza. Oczywiście piszę książki, nakręciłem film, jestem muzykiem, ale gdyby ktoś mnie spytał, gdzie jest ten prawdziwy „ja”, odpowiedziałbym – w malarstwie.

- A gdzie czuje się Pan swobodniej? Występując przed kilkusettysięczną publicznością na Przystanku Woodstock czy może podczas niszowych eventów, takich jak dzisiejszy wernisaż?

- Trudno powiedzieć, te rzeczy ciężko ze sobą porównać. Wystawa malarstwa, to zupełnie inna rzecz niż koncert, szczególnie taki jak Woodstock, gdzie są zupełnie inne emocje. Ja lubię i jedno, i drugie. Taka ilość ludzi mnie bardzo podnieca, nie mam tremy. To jest zupełnie inna sytuacja. Nie tyle wernisaż, co sam proces malowania jest ciekawy, natomiast wernisaż, to jest bardziej takie spotkanie towarzyskie. (śmiech)

- Do dziś udziela się Pan jako wokalista zespołów Armia, Tymoteusz oraz Budzy i Trupia Czaszka. Nagrał Pan także trzy albumy solowe. Czy można pogodzić te wszystkie projekty bez uszczerbku dla któregokolwiek? Nie zetknął się Pan z oskarżeniami, że jako muzyk rozmienia się na drobne?

- Mnie nie interesują opinie i to, co kto mówi. Ja nagrywam to, co , a nie to, co chcieliby ludzie. Oni najczęściej chcieliby, byśmy wciąż nagrywali tę samą płytę, ciągle tak samo wyglądali, a mnie to wcale nie interesuje. Nie dbam o to zupełnie, robię to, co chcę i nie interesuje mnie opinia, jak to zostanie odebrane. Gdybym tak myślał, pewnie bym nie nagrał wielu płyt w życiu.

- Czego dziś można jeszcze Panu, spełnionemu na wielu polach artyście, życzyć?

- Żeby dzień był dłuższy niż dwadzieścia cztery godziny.

- Choć może być trudno, tego właśnie Panu życzę. Dziękuję za poświęcony czas.

- Dziękuję.

Autor: GPŚ | sh, foto Michał Jankowiak