nowaSroda

Środa Wlkp. Powiatowy Portal Internetowy

Reklama

Start Artykuły Wywiady TOMASZ CUKROWSKI – PIERWSZY TATUAŻYSTA W ŚRODZIE
TOMASZ CUKROWSKI – PIERWSZY TATUAŻYSTA W ŚRODZIE Drukuj Email
Wpisany przez Małgorzata Frąckowiak   
sobota, 11 maja 2013 11:04

Z Tomaszem Cukrowskim – pierwszym tatuażystą w Środzie Wielkopolskiej rozmawiała Tatiana Pawełczyk

Jak zaczęła się Twoja przygoda z tatuowaniem?

Wydaje mi się, że zaczęła się dość przypadkowo. Od zawsze rysowałem komiksy, a przynajmniej próbowałem rysować komiksy. Cały czas rysowałem, praktycznie od dziecka. Wymienialiśmy się z kolegą komiksami i stąd widział jak rysuję, że jestem zainteresowany tym tematem, a wcześniej zrobił sobie tatuaż w Poznaniu u dość dobrego tatuażysty. No i zaproponował mi, czy bym może nie zrobił na nim, także kupił maszynkę i wystartowaliśmy. Nie ma tu historii typu „od zawsze marzyłem zostać tatuażystą”. Po prostu to był przypadek, zbieg okoliczności. I tak zacząłem.

Kiedy wykonałeś swój pierwszy tatuaż?

Jako tatuażysta profesjonalista – to było jakieś 8 lat temu w Anglii. Tatuuję już czternaście lat. Przez pierwsze lata tatuowałem nieprofesjonalnie. Kiedy zaczynałem nie było możliwości nauczenia się tego w studiu od profesjonalistów. Mało było tych tatuaży, małe było zapotrzebowanie, także nie było możliwości tak naprawdę. Tatuaż nawet nie był tolerowany w tamtych czasach. Teraz już to troszeczkę inaczej funkcjonuje. Programy się pojawiły i ludzie też odbierają to w zupełnie inny sposób. A jak ja startowałem, to nie było żadnych czasopism, pamiętam, że chyba dopiero po dwóch miesiącach jak tatuowałem pojawiło się pierwsze czasopismo odnośnie tatuaży i to dopiero raczkowało. Ukazywało się nieregularnie. Z czasem zaczęło się pojawiać, co miesiąc, ale jednak na samym początku nieregularnie się to pojawiało i Internet też, jako tako, nie był rozwinięty te trzynaście lat temu.

Szlify zdobywałeś od najlepszych. Jak się z nimi zetknąłeś?

Wybrałem się do Anglii, jak to wiele osób wówczas poczyniło. Pracę tak naprawdę dostałem przez konwent w Manchesterze. Byłem z żoną na konwencie, rozdawaliśmy płyty moje z portfolio – z rysunkami, z tatuażami wykonanymi tu w Polsce, no i mieliśmy taką cichą nadzieję, że ktoś zadzwoni. Po jakimś czasie, po tygodniu zdaje się zostawiliśmy też jeszcze jedną płytę, w pewnym studiu na Oldam Street, Studio 81, i tak właśnie właściciel z tego studia zadzwonił do nas, że mam przyjechać do Alan’s Tattoo, przeprowadzić pokazowy tatuaż, oceni technikę, styl i wszystko. No i suma summarum wyszło to tak, że moja żona pojechała ze mną i w końcu wzbogaciła się o kolejny tatuaż. Zrobiłem na niej tatuaż. Było to jakoś w maju, także jak wracaliśmy w czerwcu, to już pracowałem w tym studiu. Zacząłem pracować w Alan’s Tattoo. Tak pracowałem tam aż do powrotu do Polski, czyli prawie osiem lat, w sumie siedem i pół roku pracowałem tam na miejscu. Było to małe miasteczko Moreton na półwyspie Wirral niedaleko Liverpoolu, mniejsze niż Środa, wielkością pomiędzy Środą a Zaniemyślem. Istniały dwa studia tatuażu. Ja pracowałem w Alansie, gdzie na początku były dwie osoby, ja i Lee, mój kolega. A gdy odchodziłem było już sześciu tatuatorów, dwóch uczniów, trzech recepcjonistów i studio już było piętrowe. Studio odwiedzało bardzo dużo artystów. Bo i odwiedzał KG z Los Angeles, świętej pamięci Bred Zaro z Nowego Jorku, George Bardadim, bardzo znany tatuator z Sankt Petersburga, obecnie przebywa w Czechach, czasami gościł u Miloscha na quest spocie, Horimasa z Tokio z rodziny Horitoshi, który wykonał mój tatuaż tradycyjnym japońskim stylem tatuowania irezumi. Przyjeżdżał również Brent Mccown z Auckland z Nowej Zelandii, Lawrence Ah Ching z Samoa, który też wykonał mi tradycyjny tatuaż kośćmi z kłów dzika. Sid Siamese1, mój nieoficjalny mistrz, który pokazał mi jak się tak naprawdę powinno tatuować. Bez zbędnego obciążenia skóry, bo jest technika i technika. Część tatuatorów tatuuje w taki sposób, że po prostu daje bardzo traumatyczne doznanie skórze. Z tego względu, że my tak naprawdę potrzebujemy tylko 5 gram nacisku, żeby przebić skórę, a nie potrzebujemy wbijać gwoździ tatuując. Jest to też techniczna sprawa. Jak Sid pokazał mi jak mam tatuować, to praktycznie, co dwa tygodnie kupowałem najtańszą maszynkę, żeby ją stuningować, powyginać blachy, popodkręcać tak, jak tak to powinno być, i sprawdzałem jak ona działa. W ten sposób się nauczyłem tatuować. Musisz znać maszynkę i musisz wiedzieć jak ona działa. Maszynkę musisz sobie tak przerobić, żeby „pasowała” pod prędkość twojej ręki. Każdy ma inną prędkość ręki.

Zdobyłeś wiele nagród….

Nie lubię się chwalić. Nagrody są stanem umysłu danej chwili oceniającego. Najbardziej się cieszę z ostatnich nagród, które zdobyłem w Poznaniu we wrześniu 2012 roku. Była to za zdobycie pierwszego miejsca za najlepiej wykonany tatuaż na konwencie w sobotę (kolorowy portret). A w niedzielę była to druga nagroda za realistyczny tatuaż. To dwie ostatnie, z których najbardziej się cieszę, a reszta nie z Polski tylko z zagranicy, i z Anglii, i z Irlandii, i z Walii. Mam kilka z Belfastu, New Portu, Manchesteru, Liverpoolu, LondonDerry….

Jak zareagowali rodzice na dość nietypowy zawód przez Ciebie wykonywany?

Bali się tak naprawdę. Trzynaście lat temu tatuaż kojarzony był z kryminałem. Nie cieszyło się to społeczna aprobatą. Mama trochę się bała, kogo tak naprawdę do domu będę sprowadzał, ale jak widziała, że przyszedł jakiś tam sobie pan zrobiłem mu tatuaż, za rok przyprowadził żonę, po pół roku przyprowadził syna, córkę i tak naprawdę stwierdziłem, że coś muszę zrobić w tym kierunku profesjonalnego. Może to trochę źle brzmi, że w domu wykonywałem tatuaże, ale każdy jakoś tak zaczynał.

Czy należy przejść jakiś specjalny kurs, żeby zostać profesjonalnym tatuażystą?

Na dzień dzisiejszy nie ma czegoś takiego, bo jest to tak naprawdę wolny zawód. Wszystkie regulacje związane z tą branżą jeszcze nie do końca są w jakiś sposób określone. Wydaje mi się, że z tego względu, że po pierwsze to wolny zawód, po dwa nie jest to tak popularne. Są duże naciski i regulacje na to, aby było sterylnie, higiena przede wszystkim. Wiadomo, pokój, w którym tatuuję jest na zasadzie gabinetu zabiegowego, gdzie możesz naruszać tkankę itp. Nie trzeba przechodzić jakiegoś specjalnego kursu. Wydaje mi się, żeby tatuować trzeba lubić rysować, malować, bo zmuszać się do tego nie ma co, i robić komuś na stałe na skórze… Praca powinna Ciebie cieszyć, jak Cię cieszy to wiadomo, że robisz to pełnym sercem, i będziesz robił to najlepiej jak potrafisz.

W Środzie to pierwsze takie profesjonalne studio tatuażu – masz w związku z tym jakieś obawy?

Nie mam żadnych obaw. Czego mam się obawiać? Jak na przykład pojawi się kolejne studio – super, zdrowa konkurencja, jak najbardziej, dlaczego nie. Teraz mam pewien monopol. Monopol z reguły rozleniwia. Jakby się pojawiło drugie studio – jest to już jakaś konkurencja – mobilizuje mnie to do działania, lepszego rysowania.

Korzystając z okazji chciałbym gorąco podziękować mojej całej rodzinie za wsparcie, a przede wszystkim mojej kochanej żonie i moim dwóm synom przyszłym tatuażystom.

Dziękuję za rozmowę.

fot. M.Jankowiak