nowaSroda

Środa Wlkp. Powiatowy Portal Internetowy

Reklama

Start Artykuły Wywiady KAMIL BEDNAREK - GWIAZDA TEGOROCZNYCH WIANKÓW
KAMIL BEDNAREK - GWIAZDA TEGOROCZNYCH WIANKÓW Drukuj Email
Wpisany przez Małgorzata Frąckowiak   
niedziela, 30 czerwca 2013 20:45

Z Kamilem Bednarkiem – gwiazdą tegorocznych Wianków nowomiejskich rozmawiała Tatiana Pawełczyk

Karierę swoją rozpoczynałeś z Star Guard Muffin, z którymi współpracowałeś cztery lata, od 2008 do 2012 roku. Jak wspominasz tę współpracę?

Przede wszystkim to były czasy, kiedy byłem jeszcze osobą anonimową.  To były takie beztroskie lata, w których mogłem tak naprawdę muzykować, bez problemów. Miałem swoje pierwsze stresy na scenie, pierwsze zwycięstwa. To były takie pierwsze pieszczoty, z których wychodziła muzyka. Zaczynałem wierzyć w to, co robię.  W sumie musieliśmy się rozstać, bo obiecaliśmy sobie, że jeżeli ktoś z nas odejdzie z zespołu zmienimy nazwę. Zmienili się gitarzyści zespołu i już są jak w rodzinie, i gramy sobie razem.

Przełomowym był rok 2010, kiedy to wziąłeś udział w programie „Mam Talent”. Zająłeś w nim drugie miejsce i od tego momentu rozpoczęła się Twoja solowa kariera. Jak się w tym odnajdujesz?

Wiesz co, chyba całkiem nieźle, skoro jeszcze ktoś chce mnie słuchać.

Jak odnajdujesz się w tym całym show-biznesie, z całym zamieszaniem wokół Twojej osoby, z fankami, których z dnia na dzień przybywa?

Na początku było trudno, ale teraz to już sobie to wszystko jakoś znormalizowałem, ułożyłem sobie na nowo całe życie. Ja się cieszę, jestem szczęśliwy, nie będę ukrywał, że robię to, co kocham. To jest marzenie wielu ludzi, móc utrzymać się z tego, co lubią robić.

Jesteś bardzo młodym artystą. Musiałeś szybko wydorośleć. Jak rodzice reagują na to wszystko?

Rodzice bardziej tęsknią. Przejmują się, bo to normalne dla rodziców. Chcieliby, żeby wszystko się ułożyło po mojej myśli, żebym był zdrowy. Ale ogólnie jestem szczęśliwy. U nas zawsze była muzyka, tata zawsze chciał, żebym dokończył jego niespełnione marzenia związane z muzyką i nie spodziewał się, że aż tak to zrobię (śmiech). Jest bardzo z tego zadowolony. Po prostu tęsknią i to jest chyba w tym wszystkim najgorsze.

A jak zareagowali na Twój sukces po programie „Mam Talent”?

Myślę, że tak, jak każda rodzinka, bardzo się ucieszyli. Ja tak samo, bardzo się ucieszyłem. Ale, jak już wcześniej powiedziałem, najgorsza jest ta tęsknota, lecz z drugiej strony jest fajna, bo docenia się tych ludzi, których w tym momencie brakuje. Bo jak są, na co dzień, to sobie człowiek tak nie zdaje sprawy, jak się traci, zostaje sam.

W ubiegłym roku kolejny program, w którym wziąłeś udział – „Bitwa na Głosy”. Co Cię przekonało, aby wziąć udział w tym programie?

Przede wszystkim to, że ta główna uwaga nie skupiała się na mnie, a na szesnastce młodych, zdolnych ludzi. Nagrodę można było przyznać dla jednej wybranej przez nas fundacji, co bardzo mi się podobało. Ale też bardzo podobało mi się to, że nikt mi nie mówił, co ja mam tam robić – sam mogłem wybierać repertuar, sam mogłem wybierać stroje, dawać pomysły. To pochwalam, bo trzeba było być kreatywnym. Nie mam może predyspozycji, żeby uczyć śpiewu, ale chciałem nauczyć młodych ludzi wiary w siebie. To jest chyba bardzo ważne, jeśli chodzi o fundament artysty. Razem z pokorą. Jak idzie to razem w parze, to można całkiem nieźle narozrabiać na rynku

Jakie kryteria wziąłeś pod uwagę oceniając tych młodych ludzi, wybierając ich do swojego zespołu?

Patrzyłem, czy śpiewają emocjami, czy na pokaz to szło. Wybierałem tych, którzy śpiewali uczuciami.

Krótko przed tym programem ujawniły się Twoje problemy zdrowotne. Nie myślałeś o przerwaniu kariery?

Nie myślałem o tym. To chyba byłoby najgorsze, co mógłbym w całej tej sytuacji zrobić. Jeśli nie mógłbym śpiewać, pewnie tworzyłbym muzykę, grałbym.

Tworząc teksty inspirujesz się…? Kto, bądź co, jest dla ciebie inspiracją w tworzeniu tekstów?

Życie, doświadczenie.

Kto jest dla Ciebie autorytetem w świecie muzyki?

Gram muzykę reggae i to jest akurat naturalne, że Bob Marley. Nie tylko, dlatego, że ma niesamowity głos, ale przede wszystkim, dlatego, że był tak naturalny i tak szczery w tym, co robił, i to bardzo mi się podobało. Tym przyciągał ludzi, że nie był nafaszerowany takim show. On robił show tym, że po prostu tam był. I właśnie ta naturalność, ta chęć pomagania ludziom, sprawiła, że stał się legendą. Nie bez powodu zajął to miejsce, czyli miejsce króla. Ja oczywiście mam jeszcze inne inspiracje, ale jeśli chodzi o podejście do ludzkiego bytu.

Gatunek muzyki, który uprawiasz to reggae. Dlaczego akurat ten gatunek?

To jest muzyka, która jest związana z moimi wartościami. Ja nie namawiam do tego, żeby walczyć ze sobą. Poznałem ją, kiedy potrzebowałem zmiany w swoim życiu. Poznałem ją mając piętnaście lat i ona całkowicie zmieniła mój światopogląd. Zacząłem doceniać małe rzeczy.

Pierwszą płytę masz już za sobą. Jakieś kolejne plany?

Zbieram kolejne utwory, materiał na nową płytę. Wolę się nie śpieszyć. Chcę to zrobić dobrze. Ale jeszcze na to czas.

Jakie są Twoje marzenia?

Właśnie je spełniłem. Ale takim moim największym marzeniem jest to, żeby nie stracić swojej życiowej pasji, Robić to, co się lubi, mieć przyjaciół wokół siebie i być zdrowym.

Dziękuję za rozmowę.