nowaSroda

Środa Wlkp. Powiatowy Portal Internetowy

Reklama

Start Artykuły Wywiady MUZEUM TECHNIKI WOJSKOWEJ W ŚRODZIE? TAK!
MUZEUM TECHNIKI WOJSKOWEJ W ŚRODZIE? TAK! Drukuj Email
Wpisany przez Małgorzata Frąckowiak   
niedziela, 29 września 2013 16:33

Z Jerzym Nowosielskim – średzkim pasjonatem wojskowości, o założeniu muzeum, pozyskiwaniu eksponatów i ich stanie rozmawia ka.

ka: - Jest Pan znanym w Środzie pasjonatem starego sprzętu wojskowego, ale głównie średzianie kojarzą Pana z prezentowania Pańskiego SKOT-a na różnych festynach i imprezach. Okazuje się jednak, że prowadzi Pan w Środzie muzeum. Proszę przybliżyć Czytelnikom Głosu Powiatu Średzkiego o co w tym wszystkim chodzi?

Jerzy Nowosielski: - Tak, to prawda, że posiadam zarejestrowanego SKOT-a, czyli Samobieżny Kołowy Opancerzony Transporter. Z moją córką Hanią jeździmy nim na rozmaite imprezy, nie tylko w powiecie średzkim, ale także w dalsze trasy. Jednak pasja do wojskowości siedzi we mnie od lat. Jeździliśmy całą rodziną na zloty do Bornego Sulinowa, Darłowa, Szczecinka, Kalisza, Gostynia… Zobaczyliśmy, że pasjonatów historii wojska jest w Polsce sporo. Z wieloma zaprzyjaźniliśmy się i utrzymujemy stałe kontakty.

ka: - Prowadzi Pan Muzeum Techniki Wojskowej. Jak do tego doszło?

J.N.: - Trzy lata temu postanowiliśmy założyć Stowarzyszenie Miłośników Sprzętu Pancernego „SKOT” w Środzie Wielkopolskiej. Zarejestrowaliśmy je w KRS-ie. Następnie, już jako Stowarzyszenie, uzyskaliśmy akceptację naszego regulaminu muzeum od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Po przejściu tej dość skomplikowanej procedury staliśmy się wiarygodnym partnerem dla Ministerstwa Obrony Narodowej, a w zasadzie dla Departamentu Wychowania i Promocji Obronności, ponieważ to w ich gestii jest przydzielanie wycofanych z użytku sprzętów wojskowych. Dwa lata temu muzeum stało się faktem, gdyż pozyskaliśmy pierwsze eksponaty.

ka: - Widzę, że dzisiaj dysponuje Pan już całkiem pokaźnym parkiem maszyn. Co to są za pojazdy?

J.N.: - Zaczęło się od SKOT-a, potem odnowiliśmy BRDM-2, czyli z rosyjskiego: Bojewaja Razwiediwatielnaja Dozornaja Maszyna, a aktualnie pozyskaliśmy od MON wóz dowodzenia na podwoziu gąsienicowym – MTLBU. Jest to jeden z niewielu istniejących w Polsce wozów dowodzenia, wyposażony w sprzęt nawigacyjny, dodatkowe radiostacje i agregat prądotwórczy. Dzięki 8-cylindrowemu silnikowi i mocy 300 KM mógł rozwijać prędkość nawet 70 km/godz., mimo, że ważył z wyposażeniem ponad 10 ton! Nie dziwi więc, że miał zbiornik paliwa o objętości 450 litrów.

ka: - Jaki jest najnowszy eksponat Pańskiego muzeum?

J.N.: - To prawdziwy unikat – PTS-M, czyli gąsienicowy transporter pływający, zwany popularnie amfibią. To radziecka konstrukcja z początku lat 60-tych. Służy do transportu wodnego sprzętu artyleryjskiego i ciężarówek. Ma długość ponad 11 metrów. Amfibia wyposażona jest w silnik Diesla V12 o mocy ponad 350 KM. Umieszczony jest centralnie i napędza dwie gąsienice oraz dwie śruby schowane w tunelach w tylnej części pojazdu. Jesteśmy w trakcie odnawiania tego transportera.

ka: - Ile potrzebuje Pan czasu aby doprowadzić taki eksponat do dobrego stanu?

J.N.: - Ja nie pracuję przy renowacji sam. Pomaga mi cała rodzina. Na szczęście dysponujemy hangarami, gdzie można spokojnie pracować. Bo takie odnowienie eksponatu muzealnego zajmuje nam od pół roku do roku, w zależności od stanu technicznego. Wszystkie blachy muszą być wypiaskowane, na to idą 2 warstwy farby antykorozyjnej, potem podkład i farba właściwa w kolorze khaki lub piaskowym. Silniki rozbieramy, weryfikujemy stan, wymieniamy co jest już zużyte, składamy i próbujemy uruchomić. To są skomplikowane urządzenia. Często dla potrzeb wojskowych mają oryginalne rozwiązania. Np. silnik amfibii można odpalić przez pneumatyczny rozruch. Jest to awaryjne rozwiązanie rozruchu w razie awarii akumulatorów i rozrusznika. Osprzęt elektryczny oczyszczamy i zabezpieczamy, tak by wszystko działało.

ka: - Wszystko? Czy takie wojskowe sprzęty mają uzbrojenie?

J.N. (śmiech) Nie. Oczywiście, że nie są uzbrojone. Do muzeum trafiają tylko eksponaty pozbawione cech bojowych. Tak jak ta armata przeciwpancerna D-44 kaliber 85mm z 1957r. Jest wyposażona w celowniki optyczne – wszystko działa, ale lufę ma zaspawaną. Inaczej można by było ją użyć. Proszę pamiętać, że to są zabytkowe sprzęty, które po remoncie, normalnie jeżdżą, mają wojskowe oznaczenia, jednak nie da się już nimi prowadzić działań bojowych.

ka: - No to uspokoił Pan naszych Czytelników. Jakie jeszcze inne eksponaty są w Pańskim posiadaniu?

J.N.: - Mamy też UAZ-a z lat 70-tych, oraz szereg drobniejszych przedmiotów jak mundury, hełmofony czy oryginalną, nieużywaną torbę lekarską z r. 1974. Taki zestaw lekarski w brezentowej, nieprzemakalnej torbie zawiera m.in. narzędzia chirurgiczne, strzykawkę z igłami, stetoskop, ciśnieniomierz, naczynie do dezynfekcji i bandaże. Wszystko jak nowe.

ka: - Czy udostępnia Pan muzeum do zwiedzania przez np. młodzież szkolną?

J.N.: - Tak, zawsze gdy szkoły zwracają się z prośbą o pokazanie moich eksponatów dzieciom i młodzieży, to chętnie ich oprowadzam i opowiadam historię mojego sprzętu wojskowego, a także o ich funkcjach bojowych. Historia wojskowości cieszy się sporym zainteresowaniem.

ka: - Dziękuję za interesującą rozmowę i życzę, aby Muzeum Techniki Wojskowej w Środzie co rok bogaciło się o nowe eksponaty.

J.N.: - Również dziękuję.