nowaSroda

Środa Wlkp. Powiatowy Portal Internetowy

Reklama

Start Artykuły Wywiady KABARET TO ICH PODSTAWOWA PASJA
KABARET TO ICH PODSTAWOWA PASJA Drukuj Email
Wpisany przez Małgorzata Frąckowiak   
sobota, 12 października 2013 12:33

O tym, jak powstał kabaret i jak się układa współpraca z aktorką oraz za co lubią kameralną publiczność, i kogo nie udało im się rozśmieszyć, z Przemysławem Borkowskim i Magdaleną Stużyńską-Brauer z Kabaretu Moralnego Niepokoju, rozmawiała nasza redakcyjna koleżanka.

Kabaret Moralnego Niepokoju składał się z samych polonistów, bo jesteście absolwentami filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Teraz do Waszego grona dołączyła aktorka, czyli Magdalena Stużyńska-Brauer. Czy jej obecność ma być dla Was taką możliwością podszkolenia się, udoskonalenia swojego warsztatu aktorskiego? A może to Wy raczej jesteście dla niej „kabaretowymi” nauczycielami?

P.B: Jest i tak, i tak. Magda jest aktorką, więc potrafi nam wiele rzeczy dopowiedzieć i też zupełnie inaczej gra na scenie, a my to podpatrujemy. Ale też granie w teatrze czy serialu jest zupełnie czymś innym, niż granie kabaretowe, więc ona też, siłą rzeczy, paru rzeczy musiała się od nas nauczyć.

To może teraz pytanie do Pani Magdy. Film, a kabaret to jednak nie to samo. Jak się Pani czuje w nowym artystycznym tworzywie i czy nie boi się Pani porównań do Katarzyny Pakosińskiej?

M.S-B: Słyszę to pytanie non stop, więc w związku z tym zawsze odpowiadam to samo. Strach w mojej pracy jest najgorszym doradcą i największym hamulcem, a ja jestem osobą, która w pracy nie boi się ryzyka, choćby za cenę tego, że coś się może nie powieść. Po prostu uważam, że jeśli coś jest ciekawe, to warto ryzykować i jakby strachu w ogóle nie dopuszczam do głosu. Natomiast, jeśli chodzi o porównanie, to są dziedziny, których się zupełnie nie da porównać. Zupełnie w żaden sposób. To inne środki wyrazu. Wolałabym nigdy nie stanąć w obliczu wyboru. Bardzo się cieszę, że mogę uprawiać tak różne gatunki w swojej pracy i myślę, że każdy aktor bardzo dobrze się czuje, kiedy ma możliwość właśnie takiej wszechstronnej pracy. Jeżeli się nie ogranicza do jednego medium albo do jednej formy.

W pewnym okresie każdy z Was zaczął działać także solo. Pan Przemek pisał i publikował swoje wiersze we „Frondzie”, pan Mikołaj zaliczył przygodę z serialami i filmem, a pan Robert prowadzi Kabaretowy Klub Dwójki i wielokrotnie pisał scenariusze do Mazurskiej Nocy Kabaretowej. Jak godzicie to wszystko z pracą w kabarecie, występami i czy nie boicie się, że Wasz kabaret się przez to rozpadnie?

P.B: Nie. Kabaret to taka praca, która daje dużo wolnego czasu tak naprawdę, bo my pracujemy trochę inaczej, niż inni ludzie. Nie chodzimy do pracy codziennie tylko wyjeżdżamy na trzy dni, a potem mamy wolne. Przez te trzy dni możemy robić wszystko, co nam się żywnie podoba. Jest to jakby rodzaj drugiego zajęcia, drugiego etatu (śmiech), ale zazwyczaj traktowanego jakoś hobbystycznie, bo kabaret jest podstawowym naszym zajęciem, podstawowym źródłem utrzymania i też podstawową pasją.

A czy zdarza się Wam improwizować na scenie?

P.B: Zdarza się, zdarza się, nawet dosyć często. Jeśli improwizacje się udają, to potem wchodzą do tekstu kanonicznego i gramy je potem na scenie.

Jesteście już tak doświadczonymi artystami, że chyba możecie mi odpowiedzieć, jaką publiczność preferujecie? Dużą, jak podczas Kabaretowej Nocy Listopadowej czy taką raczej kameralną, jak nasza średzka?

P.B: Przede wszystkim preferujemy publiczność polskojęzyczną (śmiech). W zasadzie nie udało nam się nigdy rozśmieszyć obcokrajowca, a jeśli chodzi o sale, to niewątpliwie lepiej gra się na salach średniej wielkości, czyli no właśnie takich, jak tutaj w Środzie, kiedy ludzi nie jest zbyt dużo, kiedy siedzą blisko siebie. Na takiej scenie quasi teatralnej. Tak się gra najlepiej, ale też nam się już dobrze gra w zasadzie w każdych warunkach. Potrafimy zagrać i w amfiteatrze, i w telewizji, i na firmówkach dla niewielkiej ilości osób. Trzeba też wiedzieć – a my to wiemy z doświadczenia – że dla każdego rodzaju widowni trzeba grać trochę inaczej. Inaczej się gra w amfiteatrze i inaczej się gra na takiej imprezie, jak tutaj w Środzie, gdzie można sobie pozwolić na cieniowanie, na figurowanie różnych smaczków. To nam bardzo odpowiada.