nowaSroda

Środa Wlkp. Powiatowy Portal Internetowy

Reklama

Start Artykuły Wywiady URODZIN SPECJALNIE NIE OBCHODZI, BO ZA PARĘ DNI... MA IMIENINY
URODZIN SPECJALNIE NIE OBCHODZI, BO ZA PARĘ DNI... MA IMIENINY Drukuj Email
Wpisany przez Małgorzata Frąckowiak   
piątek, 14 lutego 2014 09:15

80uAR_18Z księdzem infułatem Aleksandrem Raweckim ze średzkiej Kolegiaty o niespodziance, jaką zgotowali Mu bliscy na obchody Jego jubileuszu 80. urodzin, ale i o drodze do kapłaństwa, która być może rozpoczęła się już w dzieciństwie podczas zabawy w księdza, rozmawiała Małgorzata Frąckowiak.

Jak to się stało, że o czwartkowej niespodziance z okazji 80. urodzin nic ksiądz nie wiedział?

- Nie wiedziałem i do dzisiaj nic nie wiem. Może tylko jedno, że Matki Różańcowe zamówiły Mszę świętą w mojej intencji i, że w związku z tym tę Mszę odprawię. Dowiedziałem się trochę z gazety, a szczególnie z Waszej, gdzie burmistrz składał życzenia i napisał, kto będzie, ale ja nadal nic nie wiedziałem (śmiech). Burmistrz ze mną niczego nie omawiał, nic nie zdradzał, co i jak. I jeszcze prosiłem księdza proboszcza, by w ogłoszeniach nie wspominał o rocznicy mych urodzin, bo ja specjalnie urodzin nie obchodzę. Zawsze było tak, że za parę dni mam imieniny, więc ja nigdy nie przykładałem większej wagi do urodzin. Nawet rodziny nie było, bo szykują się na imieniny (śmiech).

Czyli niespodzianka się udała?

- Tak. To było totalne zaskoczenie i pytam, kto jest autorem tego? Powiedziano mi, że Nowaki. Udała się niespodzianka, a ja na ten temat nadal nic nie wiem.

Można powiedzieć, że bliscy i przyjaciele byli w konspiracji.

- Tak. Ja spotykałem się z ludźmi, ze znajomymi. Nikt nic nie powiedział ani słowa. Nawet mój brat i bratowa mi nie powiedzieli.

Czy obchody swoich urodzin w tak licznym gronie wzruszyły księdza?

- Trudno się nie wzruszyć wobec takiej życzliwości ludzi, którzy tam byli. Tyle osób przybyło… Nigdy się tego nie spodziewałem. Byłem zaskoczony zwłaszcza wizytą mego przyjaciela, księdza prałata Władysława Płóciennika. Faktem jest, że sam od wielu tygodni zapowiadał, że przyjedzie na me urodziny, bo jako argument użył, że ja przyjeżdżam, więc teraz on. Myślałem, że to będzie takie koleżeńskie spotkanie. Ja nie wiedziałem w ogóle, że będzie głosił homilię, bo mi się też z tego nie zdradził. Dopiero wychodząc z zakrystii na Mszę św. powiedziano mi, że ksiądz Władysław będzie głosił homilię. Miłe zaskoczenie. To było wszystko w takiej tajemnicy, wszyscy świetnie udawali.

Zapewne też oprawa muzyczna nabożeństwa, w której nie zabrakło chóru, orkiestry i kapeli na długo pozostanie w pamięci księdza.

- Kapela? Nawet nie wiedziałem skąd. To na pewno załatwił Burmistrz, ale o tym dowiedziałem się dopiero po Mszy św. Tak, to było bardzo radosne wydarzenie, to wszystko pozostanie na zawsze w mej pamięci.

A wracając na chwilę do księdza wspomnień z lat dziecięcych i młodzieńczych, kiedy pojawiły się pierwsze myśli o kapłaństwie?

- Wtedy było inaczej. Dziś chłopcy mają komputery, laptopy, mają inne zainteresowania. My nie mieliśmy ani radia, ani telewizji, więc kiedyś bawiliśmy się w księdza, szczególnie w czasie okupacji. Mój kolega miał babcię, która była autochtonką i miała prawo chodzić do kościoła, więc nas zabierała. W kościele Msza była odprawiana po niemiecku, niewiele rozumieliśmy, ale coś tam zawsze widzieliśmy i potem bawiliśmy się w księdza.

Czyli zabawa stała się rzeczywistością?

- Tak, ale ja wtedy jeszcze o tym nie myślałem. Były jednak dwa wypadki, które zawsze nurtowały mnie szczególnie, gdy stanąłem przed wyborem dalszej drogi. Byłem też do matury ministrantem, ale żeby to był powód wyboru kapłaństwa, nie sądzę. Ja wybierałem się na dwa fakultety. Potajemnie do seminarium, żeby nikt nie wiedział i na uniwersytet na Wydział Biologii i Nauki o Ziemi. Po prostu myślałem, że będę w przyszłości nauczycielem. Przyjęli mnie do seminarium i na uniwersytet, i miałem znów dylemat.

A jak wspomina ksiądz dzień święceń kapłańskich?

- Poza radością tego dnia z otrzymania święceń było też zmęczenie w tym i następnym dniu, bo święcenia kapłańskie były bardzo długie i trwały od godziny 8.00 do godziny 12.30, i ja w tym samym dniu wieczorem o godzinie 19.00 miałem już swoją pierwszą mszę św. Była gorączka, nikt nie robił wtedy takich rzeczy w lokalach, lecz w domach. Ja mieszkałem na trzecim piętrze, więc temperatura była wysoka. Następnego dnia służyłem moim kolegom, przed południem i wieczorem, ja nie mogłem nawet butów ściągnąć. A sprawy tak się ułożyły, że mieliśmy tylko dwa tygodnie wolnego po święceniach. W tym też sekundycja, wyjazd do Częstochowy, wszystko jakby w ogromnym pośpiechu. Dlatego moich wychowanków zawsze uprzedzałem, by nie robili nigdy w dniu święceń swojej prymicji, bo trudno jest wtedy to wszystko do głębi przeżyć.

Ale wtedy były inne czasy, prawda?

- Tak, zupełne inne czasy. Na przykład ksiądz nie mógł znaleźć się w lokalu, tym bardziej w tak ważnym dniu.

Czy podczas drogi kapłańskiej miały miejsce jakieś sytuacje zabawne i takie, o których trudno zapomnieć?

- Było wiele radosnych sytuacji i niekiedy smutnych, ale nie przypominam sobie teraz. Pamiętam tylko, że zadziwiające i radosne było to, że jako młody ksiądz wyjeżdżając z wychowankami w Bieszczady zostałem rozpoznany przez osoby, którym na przykład udzieliłem dwa tygodnie wcześniej ślubu. Nie spodziewałem się, że tam, tak daleko spotkam taką osobę. To była radość i zaskoczenie. Ale to były też inne czasy. Dlatego zawsze powtarzam, że ksiądz wszędzie jest osobą publiczną.

Jako osoba otwarta, bogata w doświadczenia życiowe, szanowana i kochana przez wiernych, proszę powiedzieć, czy jest coś, czego kapłan może nauczyć się od parafian?

- Bardzo wielu rzeczy można się uczyć od innych. Człowiek obcuje z ludźmi wewnętrznie ugruntowanymi, mającymi rozbudowany poziom życia duchowego. Wtedy człowiek zastanawia się, czego mnie jeszcze brakuje. Pamiętam, kiedy byłem na ostatnim roku seminarium, mieliśmy rekolekcje. Wówczas rekolekcjonista powiedział, że w związku ze święceniami możemy prosić Pana Boga o jakiś nadzwyczajny dar dla swego kapłaństwa. Zastanawiałem się o co prosić, wiele rzeczy było wówczas potrzebnych. Po pierwsze, nieświadomie poprosiłem, by się w kapłaństwie nigdy nie nudziło. Ale w kapłaństwie nigdy się nie nudziłem, zawsze miałem wiele zajęć i spraw do załatwienia. Po drugie, poprosiłem, bym był dobrym spowiednikiem. Takie prośby skierowałem do Pana Boga i to się spełnia. Ale czasem i tak mówię: Boże jeszcze to czy tamto nie jest zrobione.

Jakie jeszcze cele wyznacza sobie ksiądz na przyszłość?

- Teraz to już tylko dobrze przygotować się do śmierci. Bo o czym w tym wieku można marzyć? (śmiech) Zdrowie i tak dalej, nie można się łudzić i spodziewać, że nie wiadomo co jeszcze nas czeka. Oczywiście czasem mam tak, że ja nie czuję tego sędziwego wieku i mówię sobie: to jest możliwe.

Podczas uroczystości jubileuszu 80. urodzin było niewiele czasu, a że ksiądz był bardzo zaskoczony i wzruszony, pewnie trudno było wszystkim podziękować. Czy teraz za pośrednictwem Głosu Powiatu Średzkiego chciałby ksiądz przekazać jeszcze jakieś słowa podziękowania, życzenia?

- Proste i szczere słowo: dziękuję. Nie chcę tu wymieniać, by nikogo nie pominąć, ale każdemu z osobna, obecnym na Mszy św. i tym nieobecnym, za każdą modlitwę, życzenia, śpiew, grę, za ogrom życzliwości z serca dziękuję. Wszystkim. Wychowankom, którzy nawet pamiętali już wcześniej, a nie mogli być obecni z racji swych obowiązków. Wszystkim jeszcze raz: „Bóg zapłać”. A życzenia? Może to, abyśmy wszyscy stanowili jedną wspólnotę, abyśmy się nie dzielili.

Księże infułacie wraz z tą symboliczną różyczką proszę przyjąć od redakcji serdeczne życzenia z okazji wczorajszych urodzin.

- Dziękuję.