nowaSroda

Środa Wlkp. Powiatowy Portal Internetowy

Reklama

Start Artykuły Wywiady MGR ŁUKASZ WALIGÓRSKI – ANIOŁ FARMACJI
MGR ŁUKASZ WALIGÓRSKI – ANIOŁ FARMACJI Drukuj Email
Wpisany przez Małgorzata Frąckowiak   
niedziela, 29 marca 2015 10:16

Fundacja Anioły Farmacji i Anioły Medycyny ogłosiła tegorocznych laureatów. Wśród dziesięciu w Polsce tytuł Anioła Farmacji 2014 otrzymał mgr Łukasz Waligórski pracujący w Aptece Rodzinnej w Środzie. Finałowa gala wręczania nagród odbyła się 2 marca 2015 w Teatrze Capitol w Warszawie. Uroczystość swym honorowym patronatem objęła małżonka Prezydenta RP Anna Komorowska. Z Aniołem o „skrzydłach” dobroci, o zamiłowaniach, farmaceutyce i wrażeniach z gali rozmawiała Małgorzata Frąckowiak. 

Znalezienie się wśród 10-ciu wyróżnionych farmaceutów w Polsce i otrzymanie tak prestiżowej nagrody Anioła Farmacji to wielki zaszczyt i uhonorowanie pańskiej pracy. Jak przebiegają nominacje do tej nagrody?

– Tak, zwycięzców było 10-ciu jako Anioły Farmacji i 10-ciu Aniołów Medycyny z całej Polski. Ponadto zostały wręczone nagrody honorowe, którą pośmiertnie otrzymał kardiochirurg dr Zbigniew Religa oraz twórcy filmu „Bogowie”. Konkurs jest dwuetapowy. Pierwszy etap polega na tym, że czytelnicy magazynu „Moda na Zdrowie” wysyłają kupony ze zgłoszeniem na farmaceutę lub lekarza. Stu farmaceutów i stu lekarzy, którzy zgromadzą największą liczbę głosów zostają nominowanymi do nagrody. Dalszy etap to napisanie pracy (artykułu) przez nominowanych na jeden z dwóch tematów przygotowanych przez komisję. Ostateczną dziesiątkę laureatów wyłania się na podstawie napisanej pracy. Tak więc konkurs trwał około 3-4 miesiące.

Czy napisanie pracy stwarzało pewne trudności wiedząc, że właśnie to będzie decydować o ewentualnym zwycięstwie jako już osoby nominowanej?

– Mam taką ambicję, by pokazać w mediach, że farmaceuta może być też ekspertem w dziedzinie zdrowia, poradnictwa, pomocy, dlatego moim drugim zawodem jest dziennikarstwo, więc samo napisanie pracy nie przysporzyło mi trudności. Artykuł nie był szczególnie trudny i czasochłonny w moim przypadku. Jednakże po otrzymaniu nominacji podjąłem wyzwanie i postanowiłem dać z siebie wszystko. Natomiast sama nominacja była dla mnie niespodzianką. Nie spodziewałem się, że pacjenci w jakiś sposób mnie docenią, szczególnie, że znam osobiście wielu farmaceutów, którzy zdecydowanie bardziej zasługują na ten Tytuł. Dodatkowo powiem, że zdążyłem już jakby zapomnieć o konkursie i żyć codziennością, a tu nagle miła niespodzianka i zaproszenie do Warszawy

Jakie wrażenia i emocje towarzyszyły podczas warszawskiej gali, kiedy to wręczono Panu piękną statuetkę wraz z tytułem Anioła Farmacji?

– Na pewno radość. To jest chwila, kiedy człowiek uzmysławia sobie, że mimo, iż zawód ten jest czasami wycieńczający, niewdzięczny, nieopłacalny, to jednak warto go wykonywać. Wdzięczność pacjentów i to, że jest się przydatnym, pomocnym, „materializuje się” w postaci nagrody. Naprawdę z roku na rok coraz trudniej jest być farmaceutą. Napotykamy na przeszkodę, o której pacjenci nie wiedzą, szczególnie w dostępności i zdobywaniu leków dla nich. Musimy „walczyć”, zdobywać leki dla pacjentów, by byli zadowoleni i przede wszystkim zdrowi. Czasem pochłania to większą część dnia. Zdarza się, że chciałoby się rzucić to wszystko, bo energia, którą poświęcamy na te rzeczy zbędne ubywa, a musi jej wystarczyć i, mimo wszystko, wystarcza dla pacjentów. I właśnie taki moment, kiedy otrzymuje się wyróżnienie – Anioł Farmacji, sprawia, że nasza praca jest naprawdę potrzebna, dając pełną satysfakcję.

Czyli prawdziwy Anioł.

– Kiedy stałem na warszawskiej scenie Teatru Capitol w świetle reflektorów, to uzmysłowiłem sobie, że takim wielkim aniołem w moim życiu jest moja żona, która toleruje wszystkie moje nadprogramowe zadania. Praca w aptece to jedno, natomiast ja dużo pracuję w domu pisząc artykuły do wielu czasopism. To zajmuje dużo czasu. Moja żona jest wyrozumiała, ma anielską cierpliwość, wspiera mnie w mej pracy. To jej należą się moje pierwsze podziękowania.

Można zatem rzec, że wraz z 11-miesięczną córeczką Lenką stanowicie rodzinę aniołów.

– Córunia, która jest zapewne raz aniołkiem raz diabełkiem (uśmiech). Nie możemy się z żoną zdecydować (uśmiech), ale oczywiście jest „oczkiem” w głowie tatusia i zawsze na pierwszym miejscu.

Wracając do poprzednich wypowiedzi, wspomniał Pan, że wpływ na otrzymanie nagrody mogła mieć Pańska rozpoznawalność z tytułu publikacji. Sądzę jednak, że tytuł Anioła Farmacji otrzymał Pan też dzięki swej sumienności, rzetelności i ogromnego szacunku dla pacjentów odwiedzających aptekę.

– Mam prostą zasadę, staram się tak obsługiwać pacjenta, jak sam chciałbym być obsłużony, potraktowany. Trzeba odnosić się z szacunkiem do drugiej osoby, mimo iż czasami może się mieć gorszy dzień. Osoba, która jest po drugiej stronie (lady w aptece), nie może poczuć się obsłużona lekceważąco. Trzeba zaznaczyć, że do apteki nie przychodzą ludzie, dlatego, że chcą, lecz dlatego, że muszą. Zmuszeni okolicznościami poprawy zdrowia, niekiedy nawet problemami przykrymi. Trzeba mieć odpowiednie podejście dla wrażliwości pacjentów. Ja często staram się uśmiechać, co ułatwia mi kontakt z pacjentami.

Czy po otrzymaniu nagrody Anioła Farmacji spotkał się Pan z życzliwością i gratulacjami od pacjentów?

– Wielu pacjentów śledziło ten cykl na bieżąco wiedząc, że jestem nominowany. Wielu przychodziło po gali i pytało się, czy się udało. Jakoś pocztą „pantoflową” rozeszło się to do mediów i w ciągu ostatniego tygodnia miałem okazję udzielenia kilku wywiadów do prasy, również do radia. Pacjenci cały czas przychodzą gratulują. Raz nawet zdarzyło się, że pacjentka przyszła pogratulować z kwiatami, to było bardzo miłe, zaskakujące. To wszystko nawet dla mnie czasem zawstydzające, bo ja po prostu robię „swoje”, staram się utrzymywać swój rytm pracy i swe zasady szacunku. A tu tyle niespodzianek.

To dowód, że Pan oraz wszyscy pracownicy apteki cieszycie się dużym uznaniem. Jest opinia, że u Was można łatwo otrzymać leki, których brak i niekiedy wiele taniej.

– To jak funkcjonuje apteka, jest dużą zasługa kierownika Artura Dmowskiego, który od samego początku przywiązuje dużą wagę do tego, by pacjenci nigdy nie odchodzili z tak zwanym „kwitkiem”. Nawet, jeśli nie mamy leku, to staramy się, by nawet następnego dnia pacjent go otrzymał. Właśnie często spotykam się z opiniami, że u nas można znaleźć leki, których nie ma gdzie indziej, czy też porady lub informacje, a nawet wyjaśnienia pewnej kwestii. Mimo to, że ja otrzymałem tytuł Anioła Farmacji, ale tak naprawdę, to wszyscy w tej aptece są aniołami, są farmaceutami z powołania. Stawiają na pierwszym miejscu pacjenta.

Dziękuję Panu za rozmowę. W imieniu redakcji GPŚ proszę także przyjąć gratulacje z okazji otrzymania nagrody Anioła Farmacji 2014.

– Serdecznie dziękuję.