nowaSroda

Środa Wlkp. Powiatowy Portal Internetowy

Reklama

Start Artykuły Wywiady STAROSTA: „MARCIN BEDNARZ JEST POSTACIĄ REALNĄ”
STAROSTA: „MARCIN BEDNARZ JEST POSTACIĄ REALNĄ” Drukuj Email
Wpisany przez Małgorzata Frąckowiak   
wtorek, 30 sierpnia 2016 11:15

Zbliżamy się do pierwszego roku sprawowania urzędu przez starostę Marcina Bednarza. Jak wyglądał ten rok z punktu widzenia starosty? Czym może się pochwalić, a co uznaje za nietrafiony pomysł? Czy starosta faktycznie jest taki, jak mówią? O tym rozmawialiśmy z Marcinem Bednarzem.

Czy łatwo być starostą? Jak bardzo sprawowanie urzędu starosty różni się od Pana wyobrażeń?

M. Bednarz – Już od wielu lat pracuję w samorządzie gminnym, a później powiatowym. Muszę więc mieć pewne wyobrażenie o pracy starosty. To stanowisko wymaga poświęcenia dużej ilości czasu i sił, jednak daje satysfakcję, ponieważ umożliwia realizację zadań, które służą mieszkańcom. A pozytywne efekty tych działań są nagrodą samą w sobie.

Czym może się Pan pochwalić po przepracowaniu prawie roku na stanowisku starosty? Czy jest jakaś inwestycja, która jest dla Pana szczególnie istotna?

– Myślę, że najistotniejszym było przeprowadzenie remontu starej części szpitala. Uważam, że to najważniejsza z inwestycji powiatu, która najlepiej oddziałuje na mieszkańców, ponieważ dzięki tej przebudowie znacznie podniósł się standard oraz polepszyła się opinia placówki. Dalej to rzeczy mniejsze, które jednak poprawiły bezpieczeństwo mieszkańców. Chodzi mi tutaj generalnie o drogi powiatowe, np. w Czarnym Piątkowie czy na ul. Kórnickiej w Środzie, gdzie powstała ścieżka pieszo-rowerowa.

Zdarzyły się może jakieś inwestycje, które okazały się nie do końca trafione według Pana? Chciałby Pan coś poprawić?

– Trudno mi mówić o nietrafionych. Zrobiliśmy już wiele, ale żeby móc mówić o błędnych inwestycjach Starostwo musiałoby robić pięć albo sześć razy tyle co teraz. Może wtedy coś by się znalazło.

Pańskie stanowisko wiąże się z koniecznością słuchania wielu środowisk. Jak wpływa to na wdrażanie Pańskich planów i pomysłów?

– W każdej gminie staramy się przeprowadzać prace według liczby, ale i potrzeb mieszkańców. Wiele ze zrealizowanych inwestycji pojawiło się z inicjatywy różnych środowisk: mieszkańców, radnych, wójtów, jednostek organizacyjnych czy burmistrza. Sam także staram się wychodzić z inicjatywą. Oczywiście nie mamy możliwości zweryfikowania wszystkich planów, ponieważ mamy środki jakie mamy. W ten sposób o realizacji inwestycji decyduje liczba mieszkańców, która z niej skorzysta, stąd, np. ścieżka rowerowa w kierunku Jarosławca.

Będąc osobą publiczną musi Pan sobie radzić z presją społeczeństwa. Jak się to Panu udaje? W jaki sposób się Pan odstresowuje?

– Nie mam problemu ze stresem. Jeśli coś mnie „wkurza”, to staram się to z siebie wyrzucić. Czasem głośno (śmiech). Cieszę się kiedy mogę spotkać się z mieszkańcami i ich wysłuchać. Nie obawiam się presji społeczeństwa. Uważam, że wszyscy chcemy iść naprzód, a wiele spraw można załatwić dzięki wiedzy i umiejętnościom. Najważniejsze, żeby jakaś grupa lub grupy nie  utrudniały pracy na rzecz setek innych ludzi. Wystarczy, że utrudnia nam to prawo, które w wielu przypadkach nie wychodzi naprzeciw potrzeb społeczeństwa.

W mieście i na portalach pojawiają się różne komentarze w Pana kierunku. Jak Pan do tego podchodzi, odbiera te wszystkie nieprzychylne opinie pod Pana adresem, często insynuujące różne afery, kolesiostwo itd.?

– Już od kilkunastu lat działam na stanowiskach publicznych, a że jasno i klarownie wypowiadam się na temat dotyczące funkcjonowania samorządu, niektórzy mają do mnie negatywny stosunek. Wiem doskonale, że nie pracujemy w Starostwie, żeby klepać się po plecach, tylko żeby coś robić. Większość tych głosów, które coś insynuują wychodzi z opozycji, która doprowadziła do złej sytuacji w powiecie. Inni z kolei ze swoją wiedzą z zakresu prawa nie nadawaliby się nawet do parzenia kawy w kancelarii!

W mediach można odnaleźć wiele Pana komentarzy i opinii na różne tematy. Jak Pan znajduje czas na odpisywanie na wszystkie nieprzychylne Panu lub Starostwu insynuacje w internecie?

– Odpisuję kiedy mogę, w wolnej chwili. Nie poświęcam na to dużo czasu, ani tym bardziej czasu pracy. Może to błąd, że nie odnoszę się do tych komentarzy, ale żeby zagłębić się w te populizmy musiałbym poświęcić zbyt wiele uwagi.

Gdyby mógł Pan powiedzieć coś osobom nieprzychylnie nastawionym do Pana, to co, by to było?

– Cieszę się, że jesteście, bo gdyby wszyscy się ze mną zgadzali, to znaczyłoby, że robię coś nie tak. Marcin Bednarz jest realną postacią, nawet jeśli tylko po to, żeby na nim poużywać. Jestem gruboskórny i nie przejmuję się tym.

Pana stanowisko wymaga poświęcenia prywatnego czasu. Czy wpłynęło i wpływa to w jakiś sposób na Pana życie? Udaje się Panu znaleźć czas dla rodziny, na odpoczynek, wakacje?

– Czas jest dla mnie cennym luksusem. Sprawy urzędu zajmują mnie tak bardzo, że dla najbliższych zostaje mi tylko kilka, najwyżej kilkanaście godzin w tygodniu. Staram się wtedy wyciszyć. Co do rodziny, to udało mi się spędzić z nimi trochę czasu w zacisznym miejscu. Spędziliśmy razem urlop ciesząc się spokojem i odpoczynkiem. Kolejny taki wypad nastąpi pewnie dopiero w ferie.

Wielu Pana współpracowników mówi, że jest Pan osobą szorstką i trudną w kontakcie. Jak Pan to skomentuje?

– Jestem osobą wymagającą, szukając rozwiązań możliwych do zrealizowania, ale nie chodzę też na skróty. To powoduje, że od pracowników wymagam ciężkiej pracy. Aczkolwiek z wieloma osobami ze starostwa znam się dobrze i pracowaliśmy już wcześniej. Problemem może być też fakt, że mówię skrótami myślowymi. Sądzę jednak, że współpraca w Starostwie układa się dobrze, choć czasami mamy odmienne zdania. Mam nadzieję, że naszej współpracy nie zachwiały zmiany, które trwają od początku kadencji. Ważniejsze dla mnie są umiejętności i wiedza, niż relacje międzyludzkie, przez co przy pierwszym kontakcie mogę wydać się szorstki.

Jak widzi Pan nasz powiat na koniec Pana kadencji? A jak może on wyglądać w perspektywie 10 lat?

– Myślę, że tempo zmian narzucone przez burmistrza Ziętkowskiego będzie kontynuowane. Tylko w ten sposób miasto i powiat staną się terenem dobrym dla życia mieszkańców. Wymaga to dużego nakładu sił i czasu, żeby to realizować. Mam nadzieję, że te tereny staną się przyjazne nie tylko turystycznie, ale także gospodarczo i inwestycyjnie. Trzeba pamiętać, że powiat oceniany jest głównie przez pryzmat Środy. Nie należy jednak zapominać o rozwoju gmin, dlatego wsparliśmy m.in. inwestycję turystyczną w Zaniemyślu. Mam nadzieję, że podobne działania będą systematycznie prowadzone i pozwolą maksymalnie wykorzystać możliwości gmin. Chcemy powiedzieć w perspektywie 10 lat, że to był bardzo dobrze wykorzystany czas, który znacznie pchnął nas naprzód.

Czy ma Pan może jakieś skryte marzenia, którymi mógłby się Pan z nami podzielić?

– Hmm, moje marzenie to przejechać USA samochodem. W tej chwili występuje jednak deficyt środków i czasu (śmiech). Kilka lat temu zaplanowałem już taką podróż, niestety przeciągnęło się przyznanie zielonej karty. Nie zamierzam się poddawać, jednak na tę chwilę brak mi czasu – na taką podróż będę potrzebował więcej niż dwa tygodnie urlopu (śmiech).